Wiesz, kto zabił?

Narzędzie zbrodni

Przed wyjazdem na szkolenie MR starannie się ogolił. Użył wody toaletowej marki wyszukanej. Jak na towarzystwo kolegów inżynierów – zbyt wyszukanej. Tak przynajmniej oceniła Noe, znajdując to podejrzanym.

– Masz coś jeszcze? – gorączkowo spytał Ziazio.

– Nic. Absolutnie nic. Poza tym, że DR MO zmyśla.

Rozmawiali pośpiesznie korzystając z nieobecności Parzyciela oraz z tego, że kręcący się po sklepie, dziwnie marudny i niechętny do płacenia klient wyszedł pogadać przez telefon.

– Wiesz, kto zabił?

Spojrzała mu w oczy z czystą ciekawością. Pochylił się, aby nikt poza nią nie słyszał jego słów. I szepnął. Noe odskoczyła i z wyrzutem krzyknęła:

– Czemu mi to powiedziałeś?!

Jej żal był jednak udawany. Wiedziała, że Ziazio się myli.

Albo kłamie.

Wiesz, kto zabił? Noemi Susenbach

Tłuk. Czyli Statystyczne Morderstwo

mała śmierć

Co można napisać o tłuku kuchennym? Przede wszystkim: żaden kuchenny. Owszem, może rezydować w kuchni, może nawet sobie przysposobić jakiś aneks DZIENNY, jednak jego miejsce jest zdecydowanie gdzie indziej. Niezbyt atrakcyjna to rola instruktora, który wszystko pokazuje palcem, tłumaczy żmudnie, mozoli się z wyjaśnianiem. Ale czasem trzeba. Zacznijmy więc od początku. Może miejsce tłuka bywa w kuchni, może i tam się czasem przydaje, zwłaszcza w takich sytuacjach, gdy obecny tu narrator pakuje się w rolę dużo gorszą od roli instruktora, mianowicie w najgorszą na świecie rolę ŻONY.

Rola żony to rola pod psem. Czego wówczas wymagać od roli tłuka? To jest również rola pod psem, rola, w której szanujący się tłuk zostaje tłukiem kuchennym uwięzionym w dłoniach spracowanej, kiedyś szanującej się kobiety, a teraz żony tłukącej kotlety schabowe na przyjście gości.

Goście, rzecz jasna, zero spóźnienia. Tłuk zgubiony. Nagła, niewyjaśniona anomalia fizyczna. Był, nie ma. Zawieruszył się. Może spadł? Może w garażu? Może w tamtej szufladzie z pantoflami? Zabijcie, nie wiem. Przyjaciółka niezadowolona, mąż miał ochotę na te schabowe, SORRY.

Wiadomo od początku. To nie jest od tego. To jest od czegoś zupełnie innego i dalej tłumaczyć nie należy. Jak kto ma ochotę na schabowe, nie se zrobi. Czym chce.

Tymczasem historyczne źródła potwierdzają. Ostre narzędzia od zarania dziejów służą ludziom do obrony. A kiedy obrona potrzebna? Kiedy czyhają niebezpieczeństwa? Sięgnijmy tym razem po źródła statystyczne. Otóż najwięcej statystycznych grabieży odbywa się o zmroku, wtedy też przeważają statystyczne morderstwa. I teraz wyobraźmy sobie takie statystyczne morderstwo. Środek nocy, wszyscy śpią. Nagłe łup, ktoś nam włazi do sypialni i terroryzuje. Co teraz? Nikt przemocą zerwany z łóżka nie szuka ratunku w kuchni. Droga kręta, zawiła, po ciemku. Nie wiadomo, czy w ogóle możliwa! Jaki śmiałek powie do mordercy: „przepraszam, ja tylko na momencik do kuchni, po tłuk?”.

Owszem, kotletów się najedli. Brawo. Tymczasem warunki dyktuje psychopata.

W szkołach tego nie uczą, niestety. A przecież tłuk powinien leżeć blisko, na kocyku, na podusi, w warunkach tłuka godnych. Można mu kupić misia.

I piłkę.

I naklejki.

PS. Niewdzięczna jest rola instruktora, co z mozołem wszystko tłumaczy, istnieją jednak podejrzenia, że jest ktoś, kto nie rozumie, że miejscem tłuka jest #pokójnocny