Baba

Wczoraj kupowałaś szpilki w panterkę. Dzisiaj latasz z pampersem. Wczoraj skakałaś przez płot. Dzisiaj jesteś BABĄ. 

Konsekwencje czynów sprzed dwudziestu kilku lat nagle cię dopadły z potężną a zaskakującą mocą. Nic nie zrobiłaś, to się SAMO zrobiło. I przyjechało w zawiniątku. I płacze. 

Nie, to nie o tym, jak przyrządzić dzieciaka w kuchni. To raczej o tym, jak przetrwać po czterdziestce. Nieważne gdzie. 

Przetrwać.

Tymczasem wszystko dzieje się jednocześnie. Nie wiadomo, czy łapać pieluchę, czy butelkę. Kosmos zredukowany nagle do pięćdziesięciu niezwykle głośnych centymetrów zawęża widzenie. Niby już jesteś mądra, masz już ogarnięte czakry, świadomość na poziomie siódmym nieomal, a jednak. Dociera do ciebie ta prawda. Każdy głupi ogarnia czakry w ciszy. Każdy jest mnichem tybetańskim, gdy mu się nic nie drze. 

Że chce NIE WIADOMO CO. I to natychmiast.

I dokładnie jak kiedyś, przed laty, w poprzednim życiu: latasz po chacie z rozwichrzonym czołem jak opętana. Niby wiesz, że w panice nie należy podejmować decyzji, a jednak podejmujesz: wszystkie decyzje naraz. Żadna nie jest właściwa.

Pamiętasz, jak zostałaś mamą i chciałaś światu powiedzieć: ej, weźcie zrozumcie, NIGDY NIE BYŁAM MAMĄ! Teraz se możesz gadać. Nikt cię nie posłucha. Nikogo to nie obchodzi. Nigdy nie byłaś babcią? To bądź. I to jak najlepszą. Teraz. Już.

Nie robiłaś konfitur, na obiad bułka z mikro. Twoje życie ostatnio było tak proste i piękne. Proste i piękne życie kobiety po czterdziestce. Która już wie, że prawdziwa mądrość to mieć wszystko w dupie. 

Tymczasem taki level. HARD – bym określiła. Wszystko w dupie? Ha, ha, ha, ha, ha.

Zero skargi. Pamiętaj. Zero skargi. Skarga prowadzi do ciemnych lochów, wzgardy i kawałów o teściowej. Jesteś babą do potęgi, Ziemią, Słońcem, planetą życiodajną. Te się nie skarżą. Krążą w milczeniu orbity, nucą melodię do snu. 

Z popielnika na Wojtusia. 

Był sobie król. 

Był sobie paź. 

I była też królee-wna. 

Ale została zarzygana. 

Smażysz psychoplacki, włączasz System of a down. Robisz głośno. Jeszcze głośniej. Głośniej od bomb. Pies trącał sąsiadkę. Kosmos ważniejszy. 

I tańczyyycie. Tańczyyycie. Tańczyyycie. Ty, ono i twój kręgosłup. Bujacie się do końca dni, do momentu, gdy zadzwoni dzwonek i z promiennym uśmiechem zwrócisz dziecko rodzicom. Zmęczona? Ależ skąd! Jesteś wszak babą do potęgi, planetą Ziemią. Oceanem Spokojnym. 

To się nie kończy nigdy. 

To się dopiero zaczyna. 

Gdańsk, Sopot, Gdynia. 

Z.K.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s